poniedziałek, marca 09, 2009

Zasada zachowania prędkości wiadomości

Wiadomości publikowane w internecie mają to do siebie, że rozchodzą się w prędkością większą od prędkości myśli autorów. Mamy tutaj w Kopenhadze awanturę między dwoma gangami. Na początku policja zamierzała przeczekać i pozwolić bandytom powystrzelać się nawzajem. Niestety, okazało się, że bandyci kiepsko strzelają i trafiają przypadkowe osoby. Niemal co tydzień czytam w gazecie o kolejnej rozróbie w pubie czy strzelaninie. Ponoć na Nørrebro, w dzielnicy, którą oba gangi uznają za swoje terytorium, kawiarnie mają małe obroty, a atmosfera jest ciężkawa. Podobno, bo na mieście wszystko wygląda normalnie i gdyby nie gazety, o niczym byśmy nie wiedzieli. Jak zwykle wiadomości rosną po drodze, a kiedy wieści z Danii docierają do Polski, rozmiary mają już apokaliptyczne. Na forum rodzin wielodzietnych skomentowano nasze kopenhaskie kłopoty w taki sposób: "W stolicy Danii, od ponad siedmiu miesiecy narasta fala przemocy. Glowna linia konfliktu przebiega pomiedzy czlonkami tzw. klubow motocyklowych i kolorowymi, mlodymi emigrantami. Dunczycy byli forpoczta zepsucia moralnego w Europie, taraz przyjdzie im zaplacic glowa za swoja glupote". I kolejna pani: "lepiej by dupy nadstawiali, przynajmniej gęby mieliby całe jakie tam zepsucie Tomaszu, toć to się ma wrodzone". Przepraszam, że cytuję takie egzotyczne wypowiedzi, ale to dla ilustracji. Sama sprawa wojny gangów nie jest tutaj najważniejsza. Intrygujący jest poziom i sposób komentarza. Czy to nie zadziwiające, że cała Europa emocjonuje się awanturą na Nørrebro? I w dodatku każdemu wolno komentować. A komentarz – dziwny. Dlaczego to właśnie Duńczycy mieliby być "forpocztą moralnego zepsucia"? Jeżeli to skrót myślowy, to zainste tak krótki, że myśl staje się niewidzialna. Wymowa emocjonalna komentarza jest natomiast jasna i silna – autorzy mocno obrazili Duńczyków. Jako lekarstwo na tego rodzaju szybkie komentarze na temat innych narodów proponuję zawsze podstawić najpierw słowo "Polacy", a dopiero potem publikować. "Teraz Polakom przyjdzie zapłacić głową za swoją głupotę", na przykład. Albo: "Polacy zawsze byli ciemnogrodem Europy". Boli? No właśnie. Poza tym nie wierzę, żeby państwo wielodzietni na co dzień posługiwali się takim językiem. Nie wiedzieć czemu w internecie wolno więcej.

Tę samą zasadę zachowania prędkości wiadomości widać w dzisiejszym niusie Dziennika. Oto dziennik.pl zastanawia się, czy można modlić się za duszę profesora Religi. Ktoś przepytuje nawet na tę okoliczność pewnego ojca dominikanina. Niestety, od pierwszej myśli do publikacji mijają setne części sekundy.

Oczywiście, możesz teraz czytelniku powiedzieć, że nikt mnie nie zmusza do czytania takich głupot. I też będziesz miał rację…

środa, lutego 11, 2009

Ministerstwo działa!

Jakby w odpowiedzi na moje zeszłotygodniowe utyskiwania Ministerstwo Nauki ogłosiło projekt reformy pracy na uniwersytetach. Minister zamierza wprowadzić poprawki do kilku ustaw i rozporządzeń, które mogą oznaczać istną rewolucję: konkursy na stanowiska naukowe, egzamin konkursowy na studia doktranckie, uproszczenie procedury habilitacji, wprowadzenie wymogu znajomości języków obcych... Nowością jest tez status "profesora w stanie spoczynku", co oznacza, ze nie będzie się już wyrzucać na "śmietnik historii" świetnych nauczycieli. Wygląda na to, że Ministerstwo zamierza wykorzystać szansę na reanimację polskich uniwersystetów.
Każdy Tajny i Jawny Współpracownik Naukowo Dydaktyczny może przeczytać projekt i wysłać swoją opinię na jego temat. Wysyłajmy. Jeżeli się uda, będzie normalnie.

poniedziałek, lutego 02, 2009

Tajni Współpracownicy Naukowo Dydaktyczni

Ostatnio zajmuję się szukaniem pracy. Przy tej miłej czynności przyszła mi do głowy pewna refleksja: Otóż jeżeli chcemy znaleźć pracę na wyższej uczelni w Stanach Zjednoczonych, mamy do dyspozycji portal HigherEdJobs oraz inne, podobne narzędzia, a także, czy może przede wszystkim, strony internetowe poszczególnych uczelni oraz stosownych towarzystw naukowych. Jeżeli szukamy pracy w Zjednoczonym Królestwie - podobnie, tyle że portale i pisma nazywają się inaczej. W Norwegii dla odmiany uniwersytety umieszczają swoje oferty na ogólnym portalu pośrednictwa pracy, bo to kraj demokratyczny, a naukowiec szuka zajęcia tak samo jak murarz i lekarz.
Natomiast w Polsce - inaczej. Świat uniwersytetów jest przecież światem wysublimowańszym, eteryczniejszym od normalnych rejonów. Tzw. Pracownicy Naukowo Dydaktyczni wyłaniani są w drodze szczególnego, tajnego wtajemniczenia. Nie trzeba niczego ogłaszać ani przebierać w ofertach. Proszę bardzo: ustawa o szkolnictwie wyższym, art 121: sprawę reguluje statut kazdej uczelni z osobna. Co ciekawe, zakup ławek i tablic musi odbyć się w drodze oficjalnego, jawnego konkursu. Nauczyciele mogą być spod lady.
Jaskółkami wiosny są UJ i UW, które coś niecoś ogłaszają. Co prawda ilość dokumentów i zaświadczeń z pieczątką wymaganych od kandydata przy okazji takiego konkursu jest naprawdę imponująca, ale przyjamniej wiadomo, o co chodzi. UŁ czyni pewne próby wyjścia z ukrycia. Istnieje stosowna strona internetowa, na której "Katedra Geobotaniki i Ekologii Roślin zatrudni robotnik wykwalifikowany" (sic!).
Cała ta przydługa wypowiedź miała oczywiście na celu poproszenie Państwa, żeby trzymali Państwo za mnie kciuki. Na razie startuję w 5 konkursach :)

niedziela, stycznia 25, 2009

Nepotyzm z krainy Oz

Nasz sąsiad jest niski i drobnej postury: ktoś, o kim można powiedzieć "człowieczek", podobny do Czarnoksiężnika z Krainy Oz. Z zawodu jest elektronikiem, czy może elektrykiem. Oboje jego rodzice tańczyli w Królewskim Balecie kopenhaskim, a już wtedy, czyli w latach 30tych i 40tych był to jeden z najlepszych zespołów na świecie. Jego ojciec był pierwszym solistą, a potem dyrektorem artystycznym teatru, a matka najwybitniejszą w swoim czasie choreografką szkoły Bournonvilla. Pytam naszego Czarnoksiężnika, czy nigdy nie chciał pójść w ślady rodziców, a on mi na to opowiedział taką historię: "kiedy miałem dwanaście lat", mówi, "ojciec wziął mnie i tak do mnie rzekł: wiesz, że mam wpływy i mogę cię umieścić w zespole baletu królewskiego. Są tylko trzy warunki. Po pierwsze, musisz być bardzo dobry, bo jesteś niski. Tancerz nie może być mniejszy od partnerki, żebyś dostawał dobre role pomimo swojej postury, musisz być naprawdę świetny. Po drugie, sam rozumiesz, że musisz być lepszy ode mnie. Po trzecie, to oznacza koniec biegania za piłką z chłopakami. Zastanów się i powiedz mi, czy chcesz zacząć naprawdę ćwiczyć. I tak właśnie zostałem elektrykiem..."
Tak wyglądało umieszczanie synka "po znajomości". Daj nam Boże więcej ojców i matek, wujów i ciotek o podobnie nepotycznych skłonnościach.

piątek, stycznia 09, 2009

Kurek imperialny

Ostatnio poprawiło się połączenie internetowe w naszej okolicy, tak że możemy nawet słuchać polskiego radia. No i zagościł w naszym domu "kurek". "Rosja zakręciła kurek z gazem", "okręcenie kurka może nastąpić w każdej chwili", "negocjacje w sprawie odkręcenia kurka"... W każdych wiadomościach. Poza tym w portalach internetowych i w gazetach.
Ja rozumiem, że to zgrabna metafora, ale wydaje mi się, że co najmniej część dziennikarzy mówi to zupełnie serio. Oni chyba zapomnieli, że to tylko przenośnia i myślą, że Putin naprawdę dzierży jakowyś kurek. To, co na początku było żartem, w ciągu paru dni urosło do rangi terminu technicznego.

To są moje odczucia w związku z kurkiem. Natomiast mój Mąż mówi, że takim językiem zawsze opisuje się działania Imperium. Imperium trzyma łapę na kurku i guziku i jednym ruchem może nas wszystkich wysadzić albo odciąć. Zależy, na co ma akurat ochotę.

poniedziałek, grudnia 22, 2008

Kapłaństwo jako bliska okazja do grzechu

Podobno w Amerycie pewien ksiądz upiera się, ze odmawianie kobietom święceń kapłańskich jest seksistowskie i niesprawiedliwe. Upiera się tak bardzo, że znalazł się już na krawędzi ekskomuniki, bo Kogregacja Nauki Wiary wypowiada się w tej sprawie bardzo stanowczo.


Wydaje mi się, że problem żądań święceń dla kobiet wynika z nieporozumienia. Ci, którzy się ich domagają, wychodzą z założenia, że kobiety powinny mieć prawo robić wszystko to, co mężczyźni. Założenie proste i dobre. Natomiast nieporozumienie polega na tym, że kapłaństwo to nie prawo ani przywilej, tylko ciężki obowiązek i wielka odpowiedzialność. Nikt nie powinien się go domagać, bo to rodzi podejrzenia co do intencji domagającego... Dawniej, kiedy ciężar nie był osładzany wysoką pozycją społeczną i poziomem życia, kandydaci do kapłaństwa, wytypowani przez wspólnotę, często bronili się przed święceniami. Ponoć święty Ambroży uciekał przed Mediolańczykami, którzy chcieli, aby został ich biskupem. A oni krzyczeli: "peccatum tuum super nos!", "grzech twój na nas!". Widać wiedzieli, że Ambroży ucieka przed odpowiedzialnością za zbawienie ich wszystkich!


Święta Brygida pisze do biskupów:


"Jeśli ktoś został postawiony ponad innymi nie powinien się pysznić z tego, że jest przełożonym (prelatus, "przełożony", ale też "biskup"), ale raczej lękać się, bo natura wszystkich ludzi jest taka sama, a cała władza pochodzi od Boga. Jeżeli więc przełożony jest dobrym człowiekiem, jest tak dzięki Bogu dla jego własnego i innych zbawienia. Jeśli zaś jest zły, jest tak z dopustu Bożego dla poprawy podwładnych i dla osądzenia jego samego. Jeśli więc ktoś pragnie przewodzić, albo jest do tego wybrany przez swoich podwładnych, powinien okazać się wartym sprawowania władzy dzięki swoim obyczajom i dobremu życiu oraz sprawiedliwości i cierpliwości. Powienien też uważać, aby przez swoje słowa czy przykład albo nadużycie władzy nie dawał innym okazji do grzechu, bo nic tak nie wzbudza gniewu Bożego a ludzi do grzechu nie skłania jak niedbalstwo przełożonych" (Revelationes celestes VI, 53).


W pierwszym drukowanym wydaniu (Bartholomaus Gothan, Lubeka 1492):




Redakcja niniejszego Tygodnika bardzo przeprasza, ze Tygodnik ukazuje się nieregularnie, ale redakcja kończy właśnie pisanie doktoratu, a to oznacza panikę i czasową niepoczytalność, oraz wizję rychłego bezrobocia.

poniedziałek, grudnia 08, 2008

Pytanie do publiczności

Mam osobiste pytanie do czytelników dotyczące naturalnej metody planowania rodziny. Jak rozumiem, istotą tej metody jest unikanie współżycia w czsie, kiedy istnieje duże prawdopodobieństwo poczęcia dziecka, w celu zapobiegania pojawienia się tegoż. Pytanie: jak daje się to pogodzić z następującym zaleceniem św. Pawła:
Nie unikajcie jedno drugiego, chyba że na pewien czas, za obopólną zgodą, by oddać się modlitwie; potem znów wróćcie do siebie, aby - wskutek niewstrzemięźliwości waszej - nie kusił was szatan (1 Kor 7,5).
Nie pytam ze złośliwości, więc proszę na mnie nie krzyczeć.

poniedziałek, listopada 03, 2008

O tym, że czasem ekskomunika nałożona na "dobrego katolika" (albo katoliczkę) może mieć zbawienne skutki

"Władysław Bolesławowic, książę opolski, wieluński, dobrzyński i gniewkowski nałożył na ludzi w dobrach kościoła płockiego, położone w jego księstwie dobrzyńskim, i ściągnął z nich ciężkie pobory, mianowicie po pół grzywny groszy. Starostowie zaś rzeczonego księcia, trapiąc tych ludzi wszelkiego rodzaju grabieżą, wyrządzili im bardzo wielkie szkody, za co biskup samego księcia, jak i starostów i ich wspólników, ogłosił publicznie za ekskomunikowanych, na mocy ustaw prowincjonalnych i legatów Stolicy Apostolskiej i nałożył interdykt na ziemię dobrzyńską tak za to, jak i za niewypłacanie dziesięcin snopowych. Gdy zaś w najbliższe święto Wielkanocy, spowiednik tego księcia odmówił mu, jako wyklętemu, komunii ciała Pańskiego, książę, wziąłwszy to do serca, udał się niezwłocznie do arcybiskupa gnieźnieńskiego Jana, uznał swoją winę w tym, że doradzał królowi Ludwikowi pociąganie ludzi kościelnych do płacenia podatku i ofiarowując biskupowi zadośćuczynienie, usilnie go błagał o zdjęcie klątwy i udzielenie mu dobrodziejstw rozgrzeszenia. (...) Niezwłocznie potem, mianowicie w dzień 13 miesiąca maja, zjechał się książę na zamku Złotorii z Dobiesławem, biskupem płockim (...) Tego dnia jednak zadną miarą nie mogli dojść do zgody i dopiero nazajutrz, znowu tam się zebrawszy, po długich rozprawach, już koło zachodu słońca, książę, widząc stałość biskupa i przekonawszy się, że bez wynagrodzenia strat i bez zwrotu pobranych pieniędzy nie będzie mógł otrzymać rozgrzeszenia, przyrzekł w dobrej wierze (...) zwrócić wszystkie pieniądze pobrane od ludzi kościelnych i całkowicie wynagrodzić szkody, zgodnie z przysięgą poszkodowanych, w pewnych terminach, na piśme ustanowionych, i tym sposobem zasłużył na dobrodziejstwo rozgrzeszenia".

- Kronika Jana z Czarnkowa, 48, tł. Józef Żerbiłło, oprac. Marek D. Kowalski, Universtitas, Kraków 2006, s. 82n

poniedziałek, października 27, 2008

Fu!

Kolejna porcja papieru z Polski. Tym razem dwie lektury: powieść Wojciecha Kuczoka Gnój oraz Twój Styl z ostatniego półrocza. Obie skłaniają mnie do takiej samej refleksji. Dlaczego wszystko jest takie badziewne? Ja wiem, że to refleksja banalna, ale mimo wszystko. Dlaczego jacyś państwo opowiadają mi na papierze kredowym i niekredowym o swoich najintymniejszych sprawach, które stają się przez to zupełnie nieintymne, tylko nijakie jakieś, papierowo-kredowe, dlaczego spowiadają mi się jak wariat w pociągu i to jeszcze za moje pieniądze? Dlaczego wszyscy młodzi pisarze piszą takim samym stylem, takim właśnie, jakim ten post jest napisany, aby uświadomić Wam, że znacie go bardzo dobrze, a udawać go nietrudno. Jak już znajdzie się pisarz lepszy, trochę innym tonem operujący, to zaraz okazuje się pederastą.
Po co to jest, ta wylewność słodka i obrzydliwa, to samopsychoanalizowanie się przy ludziach? Jak który rzeczywiście ma straszne przeżycia z dzieciństwa, to powieść czy wywiad czy film jeszcze jakoś się trzyma, ale nie każdy może się koszmarnym dzieciństwem pochwalić. Pan Kuczok na przykład najwyraźniej nie może, ale i tak się chwali.
Do tego puszczanie oka do czytelnika, że to wszystko tak niechlujnie napisane, bo inaczej się nie da, bo czasy takie, język nasz codzienny taki, a oni muszą ten język, ten właśnie powszedni język naśladować, bo on kształtuje świadomość. Nie ma bohaterów, są tylko zdjęcia w fotoszopie upiększone albo ubrzydzone, zdjęcia autora oczywiście. Autora wieczorem w pubie, autora po porannym joggingu, ubranego w znoszone najki, autora wymiotującego do muszli. Moze być tez autorka, oczywiście, bez różnicy, choć powinna być różnica, bo proza kobieca i prasa kobieca powinna się różnić.
Jeżeli któś zna dobrego polskiego pisarza / reżysera / dziennikarza przez 40tką, proszę dać mi znać. Za odnalezienie nagroda.

Dlaczego nie publikujemy anonimów

Co jakiś czas zdarza się, że ktoś z czytelników zostawia komentarz anonimowy, a do tego przeważnie zawierający niekonstruktwyną krytykę ("jesteś gupia"). Takich komentarzy nie publikuję, ponieważ uważam, że jeżeli ktoś odwiedził ten blog, a zatem jest właściwie moim gościem, i pragnie dać mi wirtualnie po pysku, to powinien się przedem przynajmniej przedstawić.
Poza tym za dużo dawania sobie po pysku w sieci.

poniedziałek, października 20, 2008

Plotki średniowieczne - Cessa nunc de ludo

Wszyscy moi koledzy-bloggerzy prowadzą ostatnio cykle tematyczne, więc i ja otwieram cykl średniowiecznych plotek. Żadnych przypisów. Żadnych auctores. Dziś wstrząsająca historia o biskupie Magdeburga, Udonie.

Młody student, Udo, miał ogromne kłopoty z pamięcią i koncetracją, a być może był po prostu niezdolny. Dość, że sukcesów naukowych nie odnosił, więc cierpiał razy i upokorzenie. Chłopiec modlił się więc żarliwie do Matki Bozej o światło intelektualne. W końcu jego modlitwy zostały wysłuchane. Maryja przemówiła do niego z figury w katedrze w Magdeburgu i obiecała, że odtąd będzie tak zdolny i bystry, że zostanie biskupem Magdeburga. "Tylko jeden warunek - powiedziała - musisz mnie słuchać i być mi wierny".

Prośba została spełniona, warunek nie. Udo został podłym i przeniewierczym biskupem. Jego lubieżność i łakomstwo słynęły w całej diecezji. Księża, pozbawieni opieki i kierownictwa, podążyli śladem przełożonego i nurzali się w grzechach albo błagali Boga o karę dla Udona.

I jeszcze raz prośba została wysłuchana. Pewien skromny kanonik modlił się w chórze, w katedrze magdeburskiej. Była już noc i w kościele było ciemno. Nagle zapaliły się światła i prezbiterium zaczęła wypełniać cudowna procesja aniołów. Między wchodzącymi dostrzec można było także Michała Archanioła i samą Najświętszą Panienkę. Potem do kościoła wpadły czarne postaci, które wlokły ze sobą przerażonego biskupa w nocnej koszuli (wywleczonego z łóżka kochanki - przeoryszy). Odbył się sąd nad biskupem. Przypomniano mu jego zdradę i wszystkie niegodziwości. Potem katedrę wypełnił głos wołający: "Cessa nunc de ludo, satis ludisti , Udo!" (Skończ już zabawę, dość się nabawiłeś, Udo). Wyrok skazujący został wykonany na miejscu przez Archanioła Michała, który zdekapitował grzesznika mieczem. W tej samej chwili widzenie zniknęło.
Pozostało tylko bezgłowe ciało i biedny kanonik, który opowiedział całą historię.
Plamy krwi na posadzce katedry nigdy nie udało się zmyć. Kiedyś pokazywano ją każdemu nowemu biskupowi Magdeburga, ku przestrodze.
Być może jest tam do dziś. Podobno dawniej chowano ją pod dywanem.

poniedziałek, października 13, 2008

Dementi plotek o świętej Brygidzie

W portalu wiara.pl (nie uwzięłam się na nich, tak się złożyło!) ukazał się tekst ks. bpa Ignacego Deca na temat Jana Pawła II i tzw. "kwestii kobiecej" zawierający ciekawą informację o świętej Brygidzie Szwedzkiej:

Św. Brygida Szwedzka (1302-1373) także odznaczała się wielką odwagą w sprawach Kościoła. Nie lękała się prowadzić dialog z możnymi ówczesnej Europy. Wiele w tym celu pielgrzymowała. Była rzeczniczką ekumenizmu, zbliżenia i pojednania między podzielonymi chrześcijanami, zwłaszcza między katolikami i protestantami.

Jak już był łaskaw zauważyć autor Kroniki Novus Ordo, Marcin Luter urodził się w roku 1483.

Ja piszę doktorat o świętej Brygidzie, więc chyba jestem jej winna obronę przed plotkami.

Wobec tego może wyjasnię skąd się wzięło to, co napisał ksiądz biskup Dec. Święta Brygida założyła zakon Najwiętszego Zbawiciela i "po smierci sama do niego wstąpiła". Za życia nie wstąpiła, bo zakon dopiero się organizował w Szwecji, a ona była w Rzymie, natomiast pochowano ją w pierwszym klasztorze zakonu w Vadstenie i to pochowano w habicie, którego za życia nigdy nie miała okazji założyć. I zresztą w tym habicie występuje w ikonografii.
Zakon ów rozwijał się prężnie, głównie na północy Europy. Niestety, prawie wszystkie kraje, gdzie istniały klaszory, przyłączyły się do reformacji i klaszotory polikwidowano, a siostry i bracia (zakon był podwójny) pouciekali do Polski i do Włoch. Stopniowo braci było coraz mniej, siostry nie miały kierownictwa z ich strony, aż w końcu zakon zupełnie podupadł. Ale pod koniec XIX wieku pojawia się matka Elżbieta Hesselblad, karmelitanka, Szwedka mieszkająca w Rzymie. Ona to odkryła w sobie powołanie do odnowienia zakonu sw. Brygidy, co też uczyniła w 1911 zakładając gałąź odnowioną. Zreformowaną nazwać jej nie można, ponieważ siostry matki Hesselblad nie przestrzegają właściwie reguły zakonu swiętej Brygidy, która to reguła ma charakter sciske kontemplacyjny, one natomiast prowadzą domy goscinne oraz zajmują się działalnoscią ekumeniczną własnie. Oba te charyzmaty pochodzą od św. matki Elżbiety, która była rzeczniczką ekumenizmu, nie mają natomiast nic wspólnego z myslą i teologią swiętej Brygidy. No, ale zakon nazywa się jak się nazywa, a siostry mieszkają w Rzymie i swoje wpływy mają. Tego, co swięta Brygida prowadziła z możnymi Europy, nie nazywałabym raczej "dialogiem", chyba że Jeremiasz i Izajasz też dialogowali z takimi postaciami jak Jezebel czy Nabuchodonozor...
Zakon swietej Brygidy isnieje też w postaci tradycyjnej, nieodnowionej, w Szwecji, Anglii, USA i w jeszcze kilku miejscach. Natomiast rzadko się widuje jego członków, ponieważ jest to zakon kontemplacyjny i zajmuje się modlitwą. Bracia zajmują się też produkcją cukierków.

Druga plotka o świętej Brygidzie jest również szeroko rozpowszechniana, tym razem przez zwolenników ogłoszenia dogmatu Maryi "Współodkupicielki". Zwolennicy tego dogmatu często piszą, zarówno w poważnych teogicznych publikacjach, jak i w popularnych wydawnictwach, że święta Brygida opisywała Maryję jako Wpółodkupicielkę (Coredemptrix). Otóż nie opisywała. Tu też nie muszą Państwo wierzyć na słowo, objawienia św. Brygidy w internecie , nie jest to żaden trudno dostępny manusrypt, ale pożądne wydanie krytyczne i każdy może sprawdzić, że takiego konceptu jak Coredemptrix tam nie ma.
Wyjaśnienie plotki nie jest już takie proste. Ci, którzy piszą o Brygidzie i Coredemptrix powołują się na Jana Pawła II, który miał powiedzieć 6 października 1991 następujące zdanie:
Birgitta looked to Mary as her model and support in the various moments of her life. She spoke energetically about the divine privilege of Mary's Immaculate Conception. She contemplated her astonishing mission as Mother of the Savior. She invoked her as the Immaculate Conception, Our Lady of Sorrows, and Coredemptrix, exalting Mary's singular role in the history of salvation and the life of the Christian people.
Rzeczywiście, szóstego października odbyły się uroczystości związane z rocznicą kanonizacji świętej Brygidy i Papież wygłosił homilię podczas mszy świętej. Na temat świętej Brygidy wypowiadał się kilkakrotnie, także w ciągu kilku następnych dni. I nic podobnego nie powiedział. Kto nie wierzy, niech sprawdzi sobie włoskie, oryginalne wersje na stronie Watykanu. Angielskiego wydania Osservatore Romano nie konsultowałam, ale jeżeli ktoś tak przemówienie Papieża rzeczywiście z włoskiego przetłumaczył, to bardzo nieuczciwie postąpił. Ale wygląda na to, że chodzi tu zbyt intensywny lobbying na rzecz Pani Wszystkich Narodów i Współodkupicielki.
Drugim źródłem, na które powołują się ci Państwo jest tzw. Piętnaście Modlitw Świętej Brygidy. Święta Brygia nie jest autorką Piętnastu Modlitw Świętej Brygidy i nie powinna odpowiadać za to, co jest tam napisane.

Opisuję to wszystko nie tylko po to, żeby zamęczać Czytelników moim ulubionym tematem. Historia współczesnej recepcji świętej Brygidy jest bardzo ciekawa, bo jest to jedna z autorek znanych, ale nie czytanych. Istnieje duża grupa średniowiecznych autorów o których większość słyszała, ale nikomu nie przyjdzie do głowy czytać ich książki.

poniedziałek, września 29, 2008

Lato i wieczość

Dziwna sprawa z tym życiem wiecznym. Bo siedzisz sobie na słoneczku i myślisz: "jeszcze świeci, ale to juz nie jest to, lato się kończy, idzie zima. Ale zima też minie i znowu będzie lato, a zimę trudno nawet sobie będzie wtedy wyobrazić". I tak się dzieje. A wieczość? Nie myśli się przecież: "Lato się kończy i przyjdzie zima, ale potem nastanie inne lato, zupełnie inne od tego, które znamy, ale znacznie, znacznie lepsze". Co by to było za lato? Cieplejsze i dłuższe mogłoby być nieznośne. Znamy tylko to, co się kończy.

Bigiel

Przepraszam bardzo, że przez ostatnie dwa poniedziałki nic nie napisałam, ale byłam za granicą, czyli w Polsce. Atmosfera bardzo dobra, dużo się zmienia. Gdzieniegdzie stoją "tablice pamiątkowe" upamiętniające Unię Europejską, która zbudowała kanalizację, odremontowała kościół, wyrównała drogę - i to na Podlasiu, w słynnej "Polsce B". (to nie jest wtręt z Gazety Wyborczej, tylko nagi Fakt). Nasi krewni i znajomi awansują, zakładają, budują.
Duńczycy z kolei są serdeczni i uprzejmi, ale pozbawieni, jak mawia moja mama, "bigla". Wygląda na to, ze "bigiel" jest prezentem, jaki dostaliśmy od Opatrzności. Nad resztą można popracować.

PS. Z zupełnie innej beczki. Przedwczoraj na rogu naszej ulicy policjanci znaleźli podejrzane pudełko, które okazało się zawierać bombę. Fakt ten nie zrobił na mnie tak wielkiego wrażenia, żebym musiała poświęcać mu posta, ale wspomnieć warto, ku pamięci. Swoją drogą, to charakterystyczne, że bomby stały się częścią życia...

poniedziałek, września 08, 2008

w szczelinie

Hannah Arendt opisuje sytuację człowieka myślącego, który znajduje się między przyszłością a przyszłością, przy czym obie te (teraz nieobecne) rzeczywistości napierają na niego i walczą z nim, próbując wymusić dostosowanie do swoich praw. Myślenie możliwe jest tylko w szczelinie, która powstaje między przyszłością i przeszłością.

"Ta mała bezczasowa przestrzeń w samym sercu czasu, inaczej niz świat i kultura, w której się rodzimy, może być jedynie wskazana przez przeszłość, ale nie może być odziedziczona i przekazana; każde nowe pokolenie, a nawet każda istota ludzka, która stara się wpisać między nieskończoną przeszłość a nieskończoną przyszłość, musi odkryć i na nowo, w pocie czoła, wybrukować tę przestrzeń. Kłopot jednak w tym, że nie jesteśmy zdaje się wyposażeni ani przygotowani do tej aktywności myślenia, czy tez osiedlania się w szczelinie między przeszłością a przyszłością. W ciągu naszej historii, przez tysiące lat, które upłynęły od założenia Rzymu i były zdeterminowane przez rzymskie koncepcje, nad tą szczeliną most zbudowało to, co od czasów Rzymian przywykliśmy nazywać tradycją. Fakt, że ta tradycja stawała się coraz cieńsza, w miarę jak rozwijała się era nowożytna, nie jest dla nikogo tajemnicą. Kiedy nić tradycji w końcu pękła, szczelina między przeszłością a przyszłością przestała być kondycją właściwą tylko aktywności myśli i czymś ograniczonym do doświadczeń tych niewielu, którzy uczynili myślenie swoim głównym zajęciem. Stała się dotykalną rzeczywistością i powodem zakłopotania wszystkich; to jest: stała się faktem o znaczeniu politycznym".

Dwa pytania, zwłaszcza do tych z Państwa, którzy deklarują się jako konserwatyści albo tradycjonaliści, czy też, dla odmiany, ludzie nowocześni. Czy rzeczywiście nić tradycji pękła? A jeżeli tak, to co zrobić teraz: czy starać sie na nowo ją zawiązać, czy zacząć wszystko od początku? Być może różnica między tradycjonalistami a konserwatystami sprowadza się do tego, że ci pierwsi twierdzą, że mają nić, choćby cienką, ale nienaruszoną i chcą dalej ją prowadzić, a ci drudzy kładą nacisk na trwanie mostu, zbudowanego dawniej.
W praktyce jednak wielu zwolenników tradycji zawiązuje przerwaną nić i stara się przywrócić jej życie. Jest to przedsięwzięcie ryzykowne, bo skąd wiedzieć, która nić jest tą właśnie, a poza tym tacy tkacze nie przyznają się do wiązania, o czym mówi nowy film z Angeliną Jolie, Wanted, który niniejszym serdecznie Państwu polecam.


(cyt za: Hannah Arendt. Between Past and Future. Six Exercises in Political Thought. London: 1961, pp. 13/14 tłumacznie niestety moje, wiem, że istnieje wydanie polskie: Między czasem minionym a przyszłym: osiem ćwiczeń z myśli politycznej, tłum. Mieczysław Godyń i Wojciech Madej, wyd. Aletheia, Warszawa, 1994; nie wiem dlaczego osiem i niestety nigdy nie miałam w ręku polskiego tłumaczenia, dlatego bardzo przepraszam, jeżeli coś sknociłam)

poniedziałek, września 01, 2008

Polacy Chińczykami Europy

1. Są wszędzie
2. Wykonają każdą pracę za stawkę niższą niż miejscowi
3. Porozumiewają się językiem niemożliwym do opanowania

A czy to dobrze, czy niedobrze, to już Państwa ocenie pozostawiam...

Huragan i tygrys

W dzisiejszym serwisie tvn24 przeczytałam dwie następujące wiadomości. Po pierwsze, prezydent USA George Bush nie pojedzie na zaplanowaną konwencję swojej partii miał przekazać koronę Johnowi McCainowi, ale uda się pilnie do rodzinnego Teksasu, który zaatakowany został przez huragan Gustav. Rozumiem, że obecność prezydenta ma kluczowe znaczenie dla sytuacji w Teksasie. Po prostu Bush zmierzy się z Gustavem osobiście, w walce wręcz. "Gustavie!" - powie - "Wystąp i walcz jak mężczyzna, ty podły tchórzu!". Mam nadzieję, że ocali Nowy Orlean. Ameryka wstrzymała oddech.
Po drugie, Władymir Putin pokonał, także osobiście, groźnego (4,5m) tygrysa. Szedł sobie przez las, akurat tak się złożyło, ze w towarzystwie ekipy TV. Aż tu nagle tygrys! Z krzaków, czyli z bushu! Putin wyciagnął strzeblę, wyposażoną w naboje usypiające i uśpił tygrysa w skoku.
Pytanie. Dlaczego dowiaduję się tego z poważnego serwisu informacyjnego? Dawniej w Teleekspresie był taki moment, kiedy Maciej Orłoś zaczynał się nienaturalnie uśmiechać i przekazywał Wiadomość Śmieszną. Potem znów przybierał normalny wyraz twarzy i serwis toczył się dalej. Dziś wszyscy prowadzący dzienniki musieliby się nienaturalnie uśmiechać przez cały czas, bo nie da się odróżnić Wiadomości Śmiesznej od reszty. Traktuje się nas niepoważnie, proszę Państwa.

wtorek, sierpnia 26, 2008

Jak prowadzić zdrowy tryb życia?

Jak wiadomo, samochody są drogie, niebezpieczne, śmierdzą i wydzielają spaliny oraz dwutlenek węgla. Jeden samochód jest owszem, wygodny. Jednakże zbyt duża ilość samochodów czyni życie w mieście nieznośnym, a co najmniej znacznie obniża jego komfort. Królestwo Danii rozwiązało ten problem w następujący sposób: podatek od zakupu samochodu wynosi 180 procent jego ceny. To już koniec opisu sposobu :)

Podatki od samochodów zarejestrowanych na firmy są dużo niższe, ale taki z kolei samochód nie może kręcić się po mieście w niedzielę i święta, chyba, że ma zezwolenie od policji.

Kto jest za wprowadzeniem sposobu w Polsce, wpisujcie miasta

poniedziałek, sierpnia 11, 2008


Myślę, że spokojnie możemy rozciągnąć nasz bojkot także na portal wiara pl, który uruchomił był sobie gazetkę propagandową nt. olimpiady (wiara pl pekin 2008) skąd można się dowiedzieć, że w zasadzie nic się nie stało, protesty są bez sensu, a gra toczy się dalej. Wygląda na to, że portal postanowił dać szansę młodym i ambitnym dziennikarzom katolickim, których nadprodukcję można ostatnio zaobserwować w Warszawie.
W dziedzinie popierania reżimu chińskiego szczególnie wyróżnia się też ks. Edward Pleń, krajowy duszpasterz sportowców, który powiedział "Dziennikowi" 10 kwietnia: "Ci, którzy wzywają do bojkotu olimpiady, nie rozumieją przesłania igrzysk. Olimpiada jest wydarzeniem ponad podziałami, w czasie jej trwania narody mają bratać się, skupiać wokół wartości, jakie niesie idea olimpijska. (...) W czasie igrzysk z Chińczykami spotkają się sportowcy i kibice z całego świata. Oni będą mieli okazję do poznania innych kultur, zwyczajów. Dlatego to właśnie olimpiada będzie dla Chin powiewem wolności".
Chińscy męczennicy, módlcie się za nami!

poniedziałek, sierpnia 04, 2008

Dlaczego chrzescijanie powinni bojkotować Olimpiadę w Pekinie?

1. W Chinach zabija się tysiące dzieci w ramach "polityki jednego dziecka". Igrzyska w Pekinie to tańce na ich grobie.
2. Ostatnie miesiące stały się piekłem dla wszystkich Chińczyków podejrzanych o sympatie dysydenckie, a tej grupie znajdują się z założenia wszyscy chrześcijanie. Są szykanowani i więzieni nie pomimo przygotowywanych Igrzysk, ale właśnie dlatego, że Olimpiada odbywa się w Chinach i władze nie chcą kłopotów. W ramach solidarności z chińskimi męczennikami nie wolno nam uczestniczyć w żadnen sposób w hucpie organizowanej przez reżim, który ich zamęczył.
3. Znicz olimpijski został przeniesiony w tradycyjnej sztafecie przez Tybet. Bez komentarza.
4. Nie takie igrzyska miał na myśli baron de Coubertin, który chciał wskrzeszenia idei rycerskiej za pomocą sportu. To, co będziemy oglądać w tym roku, to raczej igrzyska Nerona.

Wobec tego uważam że nie wolno poświęcać swojego czasu na oglądanie transmisji z OL w tym roku (oraz bloków reklamowych w przerwach), kupować gadżetów związanych z Olimpiadą, oraz udzielać miejsca w mediach temu smutnemu wydarzeniu.